kancho kanazawa

Duży Obóz 1: Dzień 3 i 4

Po pierwszych dniach względnej posuchy pod względem wydarzeń wreszcie  na obozie zaczęło się coś dziać.

Rozpoczęło się dość niewinnie od środowego patriotycznego wyławiania  z jeziora raków amerykańskich, które wypierają nasze polskie czerwone raki; pisania scenariuszy do horroru, komedii romantycznej, dramatu oraz dokumentu skończywszy na niefortunnej wyprawie za Żelisławie, gdzie uczestnicy zbierali kamienie, które następnie mieli pomalować w sali plastycznej. Pech polegał na tym, że w nocy w jednym z domków pojawił się tajemniczy list, którego  nieznany autor wyjaśnił, iż sterta głazów, z której kilku obozowiczów zakosiło feralne kamienie był starym, zakazanym grobowcem i że mamy jedną dobę na odniesienie kamieni na miejsce. Mało tego. Kilka godzin później sensei Demolka zaginął. Nie było go na kolacji, nie wrócił na noc, nie było go także na rozruchu porannym, śniadaniu ani na treningu. Po obiedzie ruszyło śledztwo. Grupa poszukiwawcza przeczesała dokładnie cały ośrodek, zaglądnęła pod każdą paprotkę i pod każdy kwiatek ale po senseiu Demolce nie było ani śladu. W całym ośrodku zostały porozwieszane portrety pamięciowe zaginionego wraz z wyznaczoną nagrodą za jakiekolwiek informacje na jego temat. Niestety, gdy grupa z sąsiedniego obozu przyprowadziła pana Zdzisia konserwatora domagając się za niego nagrody doszliśmy do wniosku, że rysopis zaginionego nie został chyba sporządzony zbyt dokładnie.

 

Po kilku godzinach osoby, które zabrały kamienie z zakazanego grobowca poszły je odnieść na miejsce i …wróciły z tajemniczym kufrem. Po jego otwarciu okazało się, że w środku znajdował się klucz ze wskazówką oraz kolejny list potwierdzający nasze najgorsze przypuszczenia, że sensei został porwany dla okupu. Otrzymaliśmy dokładne wytyczne co do wymiany jaka miała dokonać się o północy aby uwolnić Demolkę. Kufer, który został odnalezoiony miał zostać napełniony drogocennymi skarbami a następnie dostarczony nocą przez czwórkę uczestników obozu do strzelnicy.

 

 Wszyscy obozowicze zebrali się zatem i zaczęli naradzać się co do formy wymiany z porywaczami:

—Adam za Demolkę — skandowali jedni

— Uwolnić Barabasza — krzyczeli drudzy

 

Ostatecznie wypełniono kufer następującymi skarbami: żywą muchą w butelce, lekarstwem na kurzajki, melisą, chusteczkami higienicznymi (jeszcze nie zużytymi) i wierszykiem. (Uprzedzając fakty, bardzo się cieszę, że przy takich skarbach udało się wykupić całego senseia a nie tylko jego nogę).

 

Uradowani zakończoną sukcesem akcją ratunkową opiekunowie i podopieczni rozegrali zaimprowizowany i kompletnie bezsensowny mecz w rugby oraz zorganizowali ognisko i pieczenie ziemniaków w żarze, które spaliły się do tego stopnia, że nadawały się tylko i wyłącznie do rzucania nimi w raki amerykańskie. 

 
 

Galeria zdjęć 

  

 

Newsletter

Wpisz swoje dane, aby być na bieżąco z wydarzeniami w klubie!

Włącz swój javascript, aby przesłać ten formularz